your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Dura lex, sed lex

Historia walki o sprawiedliwość w ciężkich chwilach, która jednocześnie staje się walką o sprawiedliwość dla mniejszości okraszona bardzo dobrą obsadą, tym właśnie jest freeheld, film oparty na prawdziwej historii Laurel Hester (w tej roli Julianne Moore). Czy mając taki materiał film mógł się nie udać?

Zacznijmy jednak od początku. Laurel Hester to policjantka, której szczęśliwy homoseksualny związek z niemal 20 lat młodszą Stacie Andree (Ellen Page) burzy informacja o nowotworze w czwartym, ostatnim już stadium. Zanim jednak jej żywot się zakończy, chcę, żeby jej świadczenia emerytalne zostały przekazane jej życiowej partnerce i staję do walki z republikańskimi politykami w tej nierównej walce.

Dzieło Petera Sollett jednak dość powoli przechodzi do tego wątku. Obserwujemy jak na co dzień twarda policjantka Laurel, która skrywa swój homoseksualizm nawet przed swoim policyjnym partnerem (Micheal Shannon) nawiązuje romans z Stacie, otwartą i ciepłą dziewczyną pracującą jako mechanik samochodowy. Tę część filmu z pewnością można zaliczyć do udanych. Bohaterki wzbudzają u widza sympatię, a dzięki dość dynamicznemu rozwoju akcji jak na obraz typowo dramatyczny całość ogląda się dobrze i wzbudza ciekawość.

Główne trio aktorów to jednak nie jedyna zaleta tej produkcji w moim odczuciu. Jako, że dotyka ona dość kontrowersyjnego tematu dla wielu osób, jaką są związki homoseksualne film miał trudne zadanie, żeby nie popaść w skrajność w przedstawieniu problemów osób tej orientacji seksualnej i wywiązuje się z tego bardzo dobrze, nie agituje widza w jakąkolwiek ze stron, dzięki czemu nie jest to kino skierowane stricte do osób przynależących do środowiska LGBT.

Niestety, film nie ustrzegł się też wad. Najpoważniejszą z nich w moim odczuciu jest rola Steve’a Carella, który wciela się w postać stającą na czele protestów wobec władz stanu, które nie chcą się zgodzić na żądania głównej bohaterki. Carell odegrał swoją postać zbyt komediowo, miałem wrażenie, że w każdej chwili może opowiedzieć jakiś dowcip bądź odegrać jakiś gag niczym w wielu komediowych rolach jakimi nas uraczył na ekranie, co absolutnie nie pasowało do dramatycznej i poważnej konwencji filmu, jego występ pozostawia niesmak.

Kolejnym problemem tej produkcji jest zakończenie i sceny bezpośrednio przed nim. Zabrakło w nich emocji, całość jest ukazana dość płytko i pośpiesznie pozbawiając film napięcia, miałem wrażenie, że dla bohaterów walczących w słusznej sprawie stała się ona obojętna, jakby przestało już im zależeć, mimo iż ich czyny temu przeczyły. Takie zagranie ze strony twórców pozostawia widza w rozgoryczeniu i mocno obniża wrażenia z seansu.

Technicznie nie można nic zarzucić filmowi, oprawa muzyczna jest minimalna, żeby nie odrywać widza od przedstawionej historii, zdjęcia są na przyzwoitym poziomie, jednak nie jest to najważniejsze w tym gatunku filmowym, jednak kinowi esteci nie będą czuli się źle podczas seansu.

Podsumowując, dobry materiał i obsada nie wystarczyły, żeby stworzyć wybitne dzieło, jednak jest to wciąż dobry film, przestawiający ciekawą i zwartą historię okraszony bardzo dobrymi kreacjami trójki głównych bohaterów, którą warto zobaczyć, bo może ona skłonić do refleksji nad problemami mniejszości.

Moja ocena: 7-/10

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook